2016

Włóczykij
Włóczykij, już się nigdy włóczyć nie będzie!

Przyszła kolej na Włóczykija, jego przełomowy moment znalezienia domku nastał w ostatnią sobotę :) Ogromne dzięki dla pani dr Ani Kołodziejskiej-Sawerskiej z DinoVet za uratowanie króliczka i wyciągnięcie go ze złego ex domu. Dziękujemy też panu Bartkowi i pani Mirce za bezpieczny transport malucha do DT. W notce Włóczykija nie może też zabraknąć miejsca dla kluczowej postaci w historii Włóczykija – pani Karina, która otoczyła go tymczasową opieką i wychowała “na ludzi”. Włóczykij powędruje do pana Łukasza, gdzie czeka go radosne kicanie i zabawy na ogródku z dziećmi pana Łukasza. Mam nadzieję, że Włóczykij będzie grzecznym i spokojnym króliczkiem, który wniesie do Waszego domu dużo pozytywnej energii! :) / Ewa K.

Karminka

Karminka trafiła do fundacji razem z Kofeinką, niestety w chwili gdy dziewczyny poczuły się pewnie zaczęły się istne wojny dlatego zapadła decyzja o rozdzieleniu dziewczyn i o oddzielnej adopcji. Karminka po kastracji powędrowała do domu tymczasowego do naszej wolontariuszki Magdy. Na przerwę świąteczną pojechała na dt do Angeli, która na początku stycznia powiedziała, że ona już jej nigdzie nie oddaje. W ten oto sposób maleńka Karminka znalazła domek gdzie już dwie pary uszu kicają ;) Dziękuję wszystkim zaangażowanym w opiekę nad Karminką. Całej ekipie Reptilio za opiekę przed i po kastracji, Magdzie i Angeli za superowe domy tymczasowe oraz Angeli i jej rodzinie za decyzję o przygarnięciu maleńkiej. Karminko bądź grzeczna i pokaż swojemu rodzeństwu że warto Cię Kochać./ Kasia

Niutek i Bakusia

14.01.2016 to kolejna data adopcji naszych podopiecznych. Nutek i Bakusia 8- mio letnie króliczki z powodu bardzo trudnej sytuacji życiowej właścicielki wróciły po 4 latach do adopcji. Kiedy do mnie trafiły myślałam, że są bez szans, ale okazało się, że to moje myślenie nie miało szans. Już po 2 dniach zgłosił się Pan Bartek z Rodziną z chęcią adopcji tych najbardziej biednych króliczków. Panie Bartku co mogę napisać?! Dziękuję Panu i Pana Rodzinie ogromnie! Daliście Państwo wspaniały domek kolejnych zwierzakom, ale też, co jest bardzo ważne zrobiliście dobry uczynek człowiekowi. Poprzednia właścicielka jak określiła: “kamień spadł jej z serca”, kiedy dostała ode mnie informacje, że jej króliczki maja bezpieczną przystań. Dziękuje też Beacie, która zrobiła wizytę PA i mojemu osobistemu mężowi, który po raz kolejny przewiózł potrzebujące zwierzęta na trasie Białystok- Warszawa. Niutku i Bakusiu wszystkiego dobrego, i zostawcie koty w spokoju!/ Gosia

Lola

23.01.2016 przygoda Loli w naszej Fundacji dobiega końca. Lola wyruszyła ‘na swoje’ by rozpocząć nowe życie u boku Łatka w domostwie Pana Alberta i jego rodziny. Lola w czerwcu 2015 znaleziona została na stacji benzynowej w Opolu, nie wiemy czy komuś uciekła, czy ktoś ją tam celowo zostawił, nie bała się człowieka, była towarzyska, zdrowa, może troszkę mizerna pod względem wagi, na szczęście to już nie problem:) Bardzo szybko zainteresował się jej losem Pan Doktor z Opola, który był też lekarzem prowadzącym naszej ex podopiecznej Plamki, dał szybko znać Fundacji i tak się zaczęło. Pani Patrycja i jej narzeczony dali schronienie, potem Pani Magda- nie pierwszy już raz była DT dla naszych bied, potem Pani Ania i jej chłopak, którzy nie czekając na nic wsiedli do samochodu i zabrali Lolke na DT do siebie. Dziękuje tym wszystkim osobom, które pomogły Loli znaleźć dom i schronienie. Dziękuje Pani Milenie za opiekę wirtualną i paczuszki ze smakołykami. Dziękuję P. Ani i jej najbliższym za cudowne DT. Dziękuje Panu Albertowi, który otworzył drzwi swojego domu i serca. Bądź zdrowa Loluniu i szczęśliwa! / Magda T.

Stefania

Miiiiiiiiłość rośnie wokół nas! La la la la la la…

Stefania mieszkała w DT u Michaliny w Rybniku. Malutka grzecznie czekała na nowy domek i ściskała łapki za znalezienie męża. Niczym Fiona w wieży czekała cierpliwie i wyglądała przez okno czekając na domek. Michalino, bardzo dziękujemy za bycie DT dla królinki! Bez Ciebie nic by się nie udało! Czas oczekiwania Stefcia poświęciła na sterylizację i na naukę kuwetowej czystości. Święta Bożego Narodzenia, z bezcenną pomocą Niny, malutka spędziła u Jowity i jej rodziny. Wyobraźcie sobie, że przeszła tam też sesję zdjęciową, która szybko trafiła na top 10 na FB Fundacji ;) Ogromne dzięki za opieką nad małą! Pamiętajcie, że opieka nad króliczkami przynosi dużo, dużo szczęścia. Los zesłał męża dla Stefanii w Warszawie. Z pomocą Jowitki i Moniki malutka trafiła do Marek, gdzie odebrała ją pani Karina, a pan z Domku Stałego Włóczykija pomógł mi ją dostarczyć pod drzwi wybranka. Tak oto malutka poznała Cynia, zwanego Stefanem :P . Stefania poczuła mocniejsze bicie serce i od razu zamieszkała z ukochanym. Bez ślubu. Wiem, nie tak chciałam, aby postępowała w dorosłym życiu, ale serce nie sługa! Młodzieniec musiał wyjechać na jeden dzień. Sanatorium… wiecie o co chodzi… Stefania obraziła się i nie chciała z nim rozmawiać. Na szczęście tuż po Walentynkach, które wszystkie zgodne króliczki spędzają razem, Stefcia postanowiła pogodzić się z narzeczonym. Zaczęło się niewinnym całuskiem. Potem decyzja, aby dwie wynajmowane klatki zamienić na jedną… Dalej mycie oczek i wspólne spanko. Łezka w oku się kręci i uśmiecham się widząc, jak bardzo cieszy to też jej nowych Opiekunów…Zuzanno i Janku, był to dla mnie zaszczyt Was poznać i przekazać Wam króliczka, którego adopcję miałam przyjemność prowadzić. Agnieszko, wirtualna mamo, dziękujemy za wsparcie i przesyłanie ciepłych myśli dla Stefci. Przyszła pora na nowe dziecko… :) Stefanio, pamiętaj, że Cyniowi od początku bardzo zależało na naszym związku, a to dobrze wróży na przyszłość! Bądź szczęśliwa i myj mu ładnie oczka./ Ewa K.

Kiwiś

Nie taki Kiwiś straszny… ;)

Jest mi niezmiernie miło opowiedzieć Wam historię pewnego brązowo-szarego Uszaka, o apetycznym imieniu Kiwiś :) Chłopak trafili do naszej Fundacji w czerwcu ubiegłego roku. Od tego czasu kilkukrotnie zmieniał swoje miejsce pobytu, cierpliwie czekając na upragniony i tej jedyny dom! Chwilami nie było łatwo! Mały to króliczek charakterny, niejednokrotnie potrafił pokazać pazurki ;) Pewnego dnia przyszedł email od Angeliki, że ma króliczą pannę na wydaniu, dla której szuka przyszłego męża ;) Zapadła decyzja o zapoznaniu Uszaków. Podeszliśmy do tematu ostrożnie, żeby nie zapeszać… ale już po pierwszych dniach było widać, że Uszaki zakochały się w sobie od pierwszego wejrzenia i od chwili poznania nie odstępują się na krok! :] Kilka dni temu, Kiwiś oficjalnie wprowadził się już na stałe do klatki uroczej Kaczupino, tworząc z nią cudowny króliczy dom :D . Angelika, bardzo Ci dziękuję, że podjęłaś się próbie zaprzyjaźnienia swojej Kaczupino z naszym (Waszym:)) Kiwisiem! Olga, dzięki wielkie za tymczasową opiekę nad Maluchem! Kiwiś, Kaczu, życzę Wam, aby Wasza miłość nieustannie kwitła <3 / Domi

Ernest

Szybka decyzja Asi spowodowała, że Ernest przeprowadził się do niej ze sklepu zoologicznego gdzie był za duży by się sprzedać. U Asi spędził trochę czasu gdzie lekko się wyciszył, następnie przeprowadził się do Katowic do Marzeny by pod jej czujnym okiem przejść zabieg kastracji. Ostatecznie wpadł w oko Ewelinie, która cierpliwie czekała i z początkiem lutego zabrała do siebie. Dziękuję Asi i Marzenie za tymczasową opiekę. Ekipie z Reptilio w Katowicach dziękuję za opiekę weterynaryjną, a Ewelinie za podarowanie dachu nad głową i rodziny. Erneściku bądź szczęśliwy. /Kasia

Star

Star miała być wyrzucona lub oddana na karmę dla węża. Na szczęście Martyna postanowiła nie zostawiać jej życia losowi. Zabrała od nieodpowiedzialnych opiekunów. Tak wylądowała w bezpiecznej przystani. Nie musiała długo czekać gdyż szybko podbiła serce Magdy, która zawsze marzyła o towarzyszu dla Demona (naszego dawnego podopiecznego Bolusia). W ten oto sposób 27.02 podczas akcji szczepień maluchy po raz pierwszy się spotkały. Na drugi dzień jedna krótka wiadomość “ona zostaje”. Dziękuję Wam dziewczyny za otwarcie serca na małą. wetowi Szymonowi i ekipie z Reptilio dziękuję za opiekę weterynaryjną nad małą. A Tobie gwiazdeczko życzę już samych cudownych dni. Lepszego domu nie mogłaś mieć :* / Kasia

Kofeina

Kofeina, maleńka zadziorna samiczka uratowana przez dobrego anioła razem z Karmin. Początkowo nie przepadała za ludźmi a ich rękę traktowała jak worek treningowy. Miała kilka domków tymczasowych ale teraz już jest u siebie. Dziękuję Magdzie za dom tymczasowy, ekipie z Reptilio za opiekę przed i po zabiegu kastracji, a Adrianowi i jego rodzinie za przygarnięcie małej i otwarcie serducha na potrzeby tej maleńkiej kruszyny. Kofeinko (teraz Karma) bądź grzeczna i kochaj Grzebyka. Tworzycie cudowną parę.  / Kasia

Uszka Uszko

Ostatnia z rodzeństwa Mamajątek ślicznotka pojechała do nowego domu, gdzie czekał na nią uszaty partner Misio.Uszka Uszko, nazywana przez opiekunów Misią :) już od pierwszego dnia czuła się na prawdę bardzo swobodnie.W domu zwiedzała każdy kąt :) nic się nie bała i poznawała nowy teren :) wchodziła w miejsca, na których nie był nawet Misiek, np. wskakiwała na meble lub na wzmacniacz gitarowy narzeczonego Pani Karoliny.Malutka jest bardzo grzeczna i kochana. Już w drugi dzień obdarowała wszystkich buziakami ;) lizała po twarzach, po nosie, uszach.Pełne zaskoczenie dla opiekunów drugi dzień, a Maleństwo nic się nie boi i liże oboje po buziach, jest nowym członkiem rodziny :) pozostaje jeszcze proces zaprzyjaźniania z Miśkiem ;) ale ten na pewno się uda.Opiekunowie piszą “Jesteśmy na prawdę szczęśliwi, że zdecydowaliśmy się na adopcję królika. To na prawdę wspaniałe uczucie. Malutka właśnie biega koło mnie :)  Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Dziękuję wszystkim którzy brali udział w wychowaniu i adopcji Uszko-Uszko.Mała kicaj beztrosko u boku swojego męża Miśka ./Beata

Rey

Rey trafiła do nas bo urosła za duża (ważąc jedynie 1,3 kg). Uratowana dzięki Monice za co jej dziękujemy zamieszkała w naszym awaryjnym domu tymczasowym czekając aż coś się zwolni. Długo czekać nie musiała bo zaraz po kastracji zgłosiła się Ela, która chciała zostać domem tymczasowym. Krótka rozmowa i szukanie transportu. Tu z pomocą przyszedł Przemek ze swoją drugą połówką. W ten sposób Rey pojechała do domu tymczasowego. Jego próg przekroczyła ok. godziny 14.30, a już po 20.00 przyszła wiadomość “Kasiu, Rey jest cudowna. Od pierwszego spojrzenia czarnych oczu podbiła nasze serca i chciałabym żeby z nami została. Żeby tu był jej dom.”  ;) Cóż mi pozostało – Rey bądź szczęśliwa ze swoją rodziną i rodzeństwem ;) Ja wiem, że Kardamon się Tobą zajmie odpowiednio. Elu dziękuję Ci, że jesteś. / Kasia

Pyza

Julia , która adoptowała Pyzę pisze do nas: “Pyza z mężem (Melisem) mają się dobrze. Biegają luźno po moim pokoju, a kiedy wracam z uczelni, to po całym mieszkaniu. Mają swoje ulubione miejsce – niską komódkę z telewizorem. Lubią się na niej wylegiwać. Melis wszędzie podąża za Pyzą, a że Pyza lubi się wszędzie wspinać, Melis,mimo wrodzonego lenistwa, też zażywa trochę ruchu. Poza tym dużo się nawzajem myją, tulą i zabierają sobie jedzenie. Jeśli za długo śpię (w weekendy wstaję później), Pyza zaczyna biegać po moim łóżku, a Melis z fotela wskakuje na stolik koło komódki i go drapie. Także współpracują nadzwyczaj zgodnie. Nie widziałam, żeby się kiedykolwiek pobiły, miłość kwitnie.”

Kaja z Warszawy

Kajunia śliczna, niezwykle urocza królinka w marcu znalazła nowy domek. Młodzi studenci medycyny nie wystraszyli się przebytej przez króliczkę choroby i przyjęli ją pod swój dach. Kajuniu życzymy Ci samych ciepłych dni. Pani Joasiu i Zuzio dziękuję za adopcje króliczki. Małgosiu i Aniu śliczne dzięki za bycie domem tymczasowym!/ Gosia

Leia

Księżniczka Leia pozdrawia z nowego stałego domu. Minęły dopiero 2 tygodnie od adopcji a już nie wyobrażamy sobie życia bez kicania tej małej indywidualistki.Jest pełnym energii łakomczuchem. Musi dostać się wszędzie, nawet na nasze głowy :) Klatka jest jej potrzebna tylko do odpoczynku i jedzenia, resztę czasu spędza towarzysząc nam w codziennych czynnościach lub ścigając się sama ze sobą wokół kanapy. Gdy ma na to ochotę domaga się głaskania, szturcha nosem i razem z nasza suczką żebrze gdy wyczuje jedzenie. To nasz pierwszy uszak i jesteśmy pozytywnie zaskoczeni jak takie małe stworzenie może tyle wnieść do codzienności.Bardzo dziękujemy :)

Nic dodać nic ująć, jedynie możemy sobie tylko życzyć więcej takich domków,dziękuję Paulina za okazanie serca i danie szansy naszej “złośnicy”/ Beata

Doktorek

Doktorek, przystojny szaro-srebrny króliczy kawaler, postanowił pójść w ślady brata Kiwiego i znaleźć nowy dom z piękną króliczą panną na wydaniu. Na początku nie było łatwo… Mały tułał się od domu do domu, licząc na znalezienie odpowiedniej króliczej damy. Pod koniec lutego, gdy Doktorek stracił już całą nadzieję na poznanie uszatej królinki, przyszła wiadomość od Marty i Kamila, którzy szukali króliczego chłopca dla swojej nieokiełznanej dotąd Poziomki! Doktorek do razu wpadł im w oko i po kilku mailach postanowiliśmy umówić króliczą parę na pierwszą randkę. Możliwość taką stworzyła nam Jowita, u której tymczasowo przebywał Doktorek. Ku ogólnemu zaskoczeniu… Uszaki od razu przypadły sobie do gustu i wspólnie podjęły decyzję o natychmiastowej przeprowadzce Doktorka do domu Poziomki! Doktorek po kilku dniach oficjalnie wprowadził się do klatki swojej obecnej żony, z którą tworzy szczęśliwy dom! :D Mały zyskał też nowe imię – Zdzichu!

Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że Zdzichu i Poziomka zostali parą i mieszkają razem w nowym domu! Jowita, dzięki wielkie za chwilową opiekę nad Małym oraz za bycie przyzwoitką na pierwszej randce dzieciaków ;) Olga, dziękuję za pomoc logistyczną w ogarnięciu tej całej sytuacji! :) Ale przede wszystkim bardzo dziękuję Marcie i Kamilowi, którzy dołożyli wszelkich starań, aby zaprzyjaźnić ze sobą tą króliczą parkę. Ich determinacja zakończyła się wielkim sukcesem! Zdzichu i Poziomko, życzę Wam mnóstwo szczęścia i radości na nowej drodze życia! :) /Domi

Mikuś

Mikuś radosny baranek wychowany z pieskiem, zyskał nowy domek i nową Rodzinę. Zmienił również imię na Pasztet. Pasztecik ma nowego kumpla Chestera i psio -kocie towarzystwo. Zaprzyjaźnienie przebiegło migusiem i bezstresowo. Dziękuję Pani Magdzie za adopcję króliczka! /Gosia

Koleś i Boska

Ona – piękna baraninka o prawdziwie samiczkowych kształtach. On – mniejszy ale dziarski i zadziorny. Ona sporo czasu spędziła na dworze, a gdy zaczęło robić się chłodniej wylądowała w garażu by trafić do nas. On znaleziony przy centrum handlowym jako zagubione dziecko szukające swojego miejsca na ziemi. Los chciał, że oboje jakoś znaleźli się w Katowicach. To była miłość od pierwszego wejrzenia więc nie pozostało nic jak im to umożliwić. Szukały domu dość długo (bo nie wiem dlaczego parkom zawsze jest ciężej) ale udało się. Oboje powędrowali do nowego domku – razem tak jak sobie to zaplanowały. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli tym maluchom na każdym z etapów podróży bo to dzięki Wam ta dwójka mogła się spotkać (szczególnie dziękuję super sztafecie dziewczyn, które dostarczyły Kolesia z Rzeszowa do Katowic), dziękuję Magdzie za pomoc w znalezieniu domku i Michałowi za taksówkę wiozącą do domu. Szczególnie jednak dziękuję dwójce cudownych ludzi, którzy po stracie swojego przyjaciela postanowili dać dom kolejnym potrzebującym sercom. Bosiu i Kolesiu bądźcie szczęśliwi. / Kasia

Mendoza

Oddana do sklepu zoologicznego bo została znaleziona w centrum miasta. Wystraszona i nie wiedząca co ją czeka. Nie miała łatwego charakteru. Zawsze chciała pokazać na co ją stać ale grzecznie siedziała i czekała na ten jeden wymarzony dom. No i stało się. Z końcem lutego malutka pojechała do Cieszyna gdzie czekał na nią partner. To była jej szansa na nowe lepsze życie. Uszata para jeszcze nie do końca się dogaduje ale Mendy tak rozkochała domowników, że nie było wyjścia – zostaje. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w lepszy start dla Mendozy. Ekipie Reptilio za opiekę weterynaryjną, a Karolinie za bycie domem tymczasowym. Szczególnie jednak dziękuję Basi i jej rodzinie za otwarcie serca na potrzeby maleńkiej. Kochana Pszczółko bądź dzielna bo teraz już nic Ci nie grozi. Jestem o Ciebie spokojna. / Kasia

Negro

To była Wigilia 2015. Do okienka życia w Lublińcu trafia w kartonowym pudełku mała czarna kulka. Osoba, która go przyniosła znalazła go chwilę wcześniej w kartonowym pudełku pod swoimi drzwiami. Negro miał jedynie karmę dla chomika, z którą był bardzo mocno zżyty. Niestety ta przyjaźń nie mogła trwać długo i Magda, która początkowo wzięła go na tymczas przestawiała na dietę odpowiednią dla króliczego chłopca. Sylwestrową noc Negro spędził w samochodzie w drodze do Katowic. W Katowicach spędził prawie trzy miesiące by praktycznie z dnia na dzień postanowiła go przygarnąć Beata. Dziękuję Magdzie i Marzenie za tymczasowanie malucha. Michałowi za nocny przewóz Negrusia, ekipie Reptilio za opiekę weterynaryjną ale najważniejsze podziękowania kieruję do Beaty i jej M. za to, że po śmierci Fify postanowili swoją miłość przekazać innej potrzebującej uszatej duszyczce. Negrusiu bądź grzeczny i pamiętaj, że masz najlepszych rodziców na świecie. / Kasia

Ruby

Ruby trafił do mnie w sierpniu, zostałam jego drugim DT, jaką ma za sobą historię? – Nie wiem. Bardzo szybko zaprzyjaźnił się z nami i jako królik kuchenny czynnie towarzyszył nam przy każdym gotowaniu, zmywaniu i innych czynnościach – robił slalomy pomiędzy naszymi nogami, przesiadywał na stopach, wspinał się po łydkach czując jedzonko i potrafił konkretnie dziabnąć domagając się napełnienia miseczki. Bardzo potrzebował uwagi człowieka i kontaktu. Pierwszy królik, który na dźwięk swojego imienia przybiegał jak szalony, nieważne co w danej chwili robił. Pomimo jego cudownego charakteru, małego rozmiaru i pluszowego wyglądu na nowy dom musiał poczekać do stycznia. Już pierwszego dnia po adopcji dostałam zdjęcie wtulonej w siebie pary królików :)   Marta dziękuję za wytrwałość i przygarnięcie Rubiego. Mam nadzieję, że ten wesoły króliczek zapewni Tobie i Twojej rodzinie tyle radości co nam. Bądź szczęśliwy Ruby i opiekują się króliczą żoną! :) / Olga

Faworek

Faworek zaczął pojawiać się na parkingu poznańskiej piekarni Fawor na początku grudnia. Po mimo wielu nieudanych prób, pracownicy piekarni nie poddawali się i w końcu udało im się złapać maluszka. Pocztą pantoflową wiadomość o króliku dotarła do Agnieszki i tego samego dnia pojechała go odebrać, zostając jednocześnie jego Domem Tymczasowym. Faworek miał wtedy około 3 miesięcy – nie wiemy, dlaczego królicze dziecię musiało samo szukać pożywienia i schronienia w grudniu. Faworek od 12 marca jest już u siebie, w Malborku, zaprzyjaźnia się z nowymi kompanami do zabaw – Milkiem i Loco. Agnieszka i Oliwia, dziękuję Wam za stworzenie fantastycznego domu tymczasowego dla kolejnego królika a Tobie, Klaudio, za otwarcie serca na tego małego, kochanego chłopca, pomimo kilometrów jakie Was dzieliły. Podziękowania należą się także pracownikom piekarni bo gdyby nie ich wytrwałość i dobre serca, Faworek nie kicałby teraz szczęśliwie u Klaudii i lepiej nie myśleć o tym jaki los mógłby go spotkać. Wierzę, że będziesz już zawsze szczęśliwy i bezpieczny Faworku i już nigdy nie będziesz włóczyć się z pustym brzusiem :) / Olga

Kuba

Kuba trafił do Fundacji z ogłoszenia. Poprzedni właściciel nie szczególnie interesował się króliczkiem.. .Szybko postanowiliśmy odebrać tego pięknego baranka od właściciela. Nie było łatwo.. Pani Karina z Sandomierza pomogła w transporcie Kuby kontaktując naszego wolontariusza- Magdę T. z Panią Renatą, która odebrała króliczka i zawiozła do DT do P. Moniki. Kubuś przyjazny, pragnący uwagi i miłości cierpliwie czekał na transport do Krakowa i kastrację, gdyż bardzo dokuczały mu hormony. Dzięki pomocy P. Maćka i jego dziewczyny Klaudii króliczek szczęśliwie trafił do mnie. W Krakowie Kubuś odbył wizytę u weterynarza i został wykastrowany. Ten wspaniały uszaty towarzysz szybko wzbudził duże zainteresowanie, szczególnie P. Natalii z Łodzi. Po rozmowie PA przeprowadzonej przez P. Piotra dom Natalii okazał się idealnym miejscem dla kolejnego baranka,. Kuba powędrował do nowego towarzysza Ludwika. Z całego serca dziękuję Wszystkim za ogromne zaangażowanie i pomoc.Kuba szczęśliwie odnalazł swoje schronienie u boku P. Natalii i jest kochany- tak jak zasługuje na to każdy króliczek. / Ania S.

Muszka

MikroMuszka trafiła pod opiekę Fundacji w połowie lutego 2016r jako 5-tygodniowe maleństwo. Muszka miała ropny katar, leczenie antybiotykami nie przynosiło żadnych efektów. Po około 2-3 tygodniach w Muszkowym mikronosku pokazało się źdźbło siana, które po wyciągnięciu miało ok 4,5cm długości i widoczne było, że zalegało tam od dłuższego czasu. Muszka nauczyła się, że sianko się je, a nie wkłada do noska, katar zaczął ustępować, Muszka przybierała zdrowo na wadze i na pod koniec marca uznaliśmy, że księżniczka jest zdrowa i może już iść na swoje :) Długo nie musiała czekać, po kilku dniach zgłosiła się do nas Kasia, która pokochała Muszkę od pierwszego wejrzenia. We wtorek 5-tego kwietnia muszka rozpoczęła podróż do swojego nowego życia, nowa opiekunka zabrała Muszkę do Bydgoszczy, gdzie czekał na nią kawaler o wdzięcznym imieniu Bigos <3 Uszaki już złapały nic porozumienia, Muszka szaleje w nowym domu, chodząc za domownikami jak cień, nie dając nowym opiekunom i Bigosowi czasu na nudę :) Kasiu, dziękuję za otoczenie opieką Muszki i przyjęcie jej pod swój dach. Muszka to jeszcze dziecko, więc rozpieszczajcie ją – ona na pewno odwdzięczy się za to na swój króliczy sposób ;)

Muszko, dzieciaku, rośnij zdrowo, nie dokuczaj Bigosowi za bardzo ;) psoć z umiarem i pamiętaj, że sianko się je, a nie wciąga noskiem ;)   / Magda S.

Szczęściara

Szczęściara została wrzucona na teren pewnego zakładu pracy. Na szczęście w odpowiedniej chwili znalazła się Ela, która postanowiła zabrać uszaka do siebie na tzw. tymczas. Co się okazało młoda dziewczyna szybko zawładnęła sercem Joli, która po odpowiednim przeszkoleniu zabrała tą masę czułości do siebie. Elu dziękuję Ci za opiekę nad małą. Jolu dziękuję za serce i chęć ofiarowania domu. Szczęściaro masz szczęście i kochającego ludzia :) Brykaj szczęśliwie. / Kasia G.

Mokka

Mokka oddana jak wiele z powodu alergii. Oddana w maleńkiej klatce z jedzeniem, które pozostawiało wiele do życzenia. Nasza sarenka w końcu natrafiła na ten jedyny wymarzony dom, do którego szła ścieżką gdzie każdego napotkanego ludzia rozkochiwała w sobie. Dziękuję Monice za bycie domem tymczasowym, Michałowi i drugiej dobrej duszy za transportową sztafetę. Przede wszystkim dziękuję jednak Marzenie i jej rodzinie za przygarnięcie małej. Sarenko bądź szczęśliwa i nie zamykaj się na Bola. / Kasia G.

Angie

Niedziela wieczór i wiadomość do jednego z wolontariuszy “Kochana, właśnie wyrwaliśmy patolom 3 miesięcznego królisia miniaturkę. Dali bachorowi żeby miał zabawkę do rzucania! Szukam dla niego miejsca”. Mogła odpisać tylko jedno “Jutro go odbieram”. W ten oto sposób maleńka Angie trafiła pod opiekę fundacji. U Kamili spędziła miesiąc. Miesiąc podczas którego nauczyła się, że człowieka da się lubić bo przecież rodzynek, marcheweczka, przytulanie i mizianie – nic tylko żyć i nie umierać :) Kilka dni temu Angi spakowała swoje walizki i pojechała z nową rodziną do domu. Domu gdzie będzie równoprawnym członkiem rodziny. Dziękuję Angelice za uratowanie maleńkiej, Kamili za opiekę i pomoc przy szukaniu nowego domku (domek ma dzięki tobie kochana), szczególnie jednak dziękuję Ninie i Krzysztofowi za otwarcie serca i przygarnięcie malutkiej do swojej rodziny. Angie dorastaj w nowym domku u dbaj by każdy dzień przynosił masę nowości Twoim nowym rodzicom ;) / Kasia

Klusia

Wyobraźcie sobie moi kochani, że są takie osóbki, którym udaje się znaleźć Nemo! Tak oto postąpiła Klusia, która oddana przez poprzedniego właściciela, wyznaczyła sobie właśnie taki cel. Ambitna mała! Tak oto Klusia trafiła do Domku Stałego, gdzie poznała Nemiaka, który niezwykle jej się spodobał… Oczywiście nie mogło być prosto i łatwo – Kluska narobiła nam niezłego stracha nagle zaczynając siusiać z krwią. Odchodziliśmy od zmysłów… Szczęśliwie determinacja dr Ani Kołodziejskie-Sarweskiej z bydgoskiego Dino Vet, dr Moniki Toborek z warszawskiego Kajmana, a przede wszystkim opiekuńczej adopcyjnej rodziny, pozwoliła poradzić sobie z kłopotem. Trzymaj się Klusiu, bądź grzeczna i baw się dobrze z Nemiakiem i jego przyszywanym bratem, który jeszcze do niedawna był jego żoną… yyyyy każdy ma prawo być kim chce! ;) Dziękuję również adopcyjnej mamie – Agnieszce – za pomoc finansową, która pozwoliła nam wykonać zabieg sterylizacji i wszystkie potrzebne badania moczu. Od dziś… mam dla Ciebie nową córcię ;) Pa pa Klusiu! Bądź szczęśliwa! / Ewa K.

Gazduś

Przez nasze ręce przechodzą różne króliki. Są takie, które wzbudzają od razu współczucie, są takie, które są po prostu “do ogarnięcia”, bo niepotrzebne poprzedniemu właścicielowi nie potrafią odnaleźć się w DT. Są też takie, które się kocha. Kocha od pierwszej chwili, czy pierwszego zdjęcia. Przyznam, że to najtrudniejsze adopcje. Pierwszą osobą, która zakochała się z Gazdusiu była nasza cudowna pani dr – Anna Kołodziejska-Sawerska z Dino Vet. Widziałam te zdjęcia z przytulanek. Obawiałam się, że go nie odda :P Potem Gazduś trafił do DT do Pani Kariny. Strzała Amora trafiła też i tu. Jak śliwki w kompot! Patrzyłam na to z niedowierzaniem, jednocześnie zastanawiając się, czy sama bym go nie chciała. Nie. To nie tak. Ja się nie zastanawiałam, czy bym go nie chciała. Zastanawiałam się, gdzie postawić klatkę! ;) Szczęśliwie pojawiła się Ula z naszego zaprzyjaźnionego Pulsvetu. Ula złożyła Gazdusiowi propozycję matrymonialną – propozycję dołączenia do stada w ramach którego miałby dwie żonki. Ulę podesłała do mnie Dominika – nasza wolontariuszka. Baaaaaaaardzo się ucieszyłam! Oczywiście życzyłam mu stada, czyli tego, co ma królik najcenniejszego, ale przede wszystkim ucieszył mnie fakt, że sama go nie wezmę! Wyobrażacie sobie minę mojego męża? Ja też… :( Tak oto Gazduś pojechał do Uli. Pojechał mając normalnie szofera, panią Martę, która zgłosiła się na FB oferując pomoc. Dziękuję jeszcze raz! :) Gazduś zaczął łączenie… No niestety panny przyszłe żony nie poczuły fali miłości z jego strony. Miałam złe przeczucia. Nie wiem czemu zwątpiłam w cierpliwość i silną wolę Uli. Trochę mi teraz za to wstyd :P Ula próbowała, kombinowała, robiła królikom wycieczki w jednym transporterze, stawała na rzęsach żeby się udało i… faktycznie! Dali radę! :) Jeszcze nie jest idealnie, ale wszystko idzie ku dobremu. Mały ma dom… Gazdusiu, życzę Ci dużo dużo szczęścia w życiu, obyś zawsze zataczał wokół siebie tę czarodziejską aurę. Pamiętaj, że najlepiej śpi się w łóżku i że masz prawo żądać więcej ziółek ;) Dziękuję wspaniałym ludziom, którzy pomogli w tej adopcji. Pamiętajcie, że pomaganie uszakom przynosi szczęście!/ Ewa K.

Czarna Owca

Historia Czarnej Owcy… Żadnego dramatu, żadnej tragedii. Ot piękny, czarny baranek, trafił do Fundacji od osób, które zechciały go oddać. Mała od początku była wyluzowaną i spokojną królinką. Widać, było, że stres nie gościł w jej życiu, że nie bywała głodna i zaniedbana. Przeprowadzkę do naszego nowego (a jakże bezcennego!!!) DT w Olsztynie – do Anety – potraktowała jako normalną kolej rzeczy i całkiem zwyczajną sytuację. Sterylizacja w Dino? Pestka. Ogólnie u weta nie ma stresów, nie wiem czy wiecie (?). Budzisz się po narkozie i jesz sobie ziółka. Nie ma nerwa ;) Tak oto malutka została “ogarnięta” i przygotowana do nowego domku. W nowym domku czekał na nią króliczy partner, który smętnie patrzył w miskę i zastanawiał się, jakby to było gdyby ktoś podżerał mu karmę. Głupio by było. Po co ma wyjadać?! Ale… samemu jest głupiej… Czarna Owca niedługo po zabiegu z pomocą Bartka i Kai (dziękuję!!!) trafiła do Warszawy, gdzie pod same moje drzwi przyjechali nowi opiekunowie. Przejechali trochę kilometrów… Nawet nie musiałam ich prosić. Kurczaki! Lubie takie domki! :D Teraz Owca mieszka już trzeci dzień ze swoim nowym mężem. Mieszka i od pierwszej chwili są nierozłączni. I wiecie co? Wyjada mu z miski! A co najlepsze… to jednak nie jest głupie… bo fajnie mieć kogoś swojego gatunku! :) Powodzenia Owieczko! Yyyy znaczy…. Teraz Tosiu! :) / Ewa K.

Zuzia

W pierwsze majowe dni Zuzia, beżowa piękność oficjalnie została adoptowana przez dotychczasową opiekunkę z domu tymczasowego. Jak wiadomo jak tylko królik poczuje, że jest na swoim pokazuje swój charakter. Zuzia zaczęła od pożarcia plantacji  malinek ;) Już nie pamięta jak została zabrana z klatki gdzie cały miot był przeznaczony na rzeź. Zuzia ma to szczęście, że może żyć jako przyjaciel człowieka, a nie jego żywność. Oby takie historie zdarzały się częściej. Dziękuję Kamili za adopcje “małej” oraz Rudej Lisiczce za objecie jej opieką WO./ Gosia

Antymon

Kiedy go zobaczyłam 17.04 podczas interwencji w Swarzędzu czułam, że to właśnie on pierwszy znajdzie swój dom. To coś w jego oczach i ta biała plamka na rudym futerku nie mogła zostać niezauważona. Mała wystraszona kulka o pięknym futerku, które czasem potrafi pokazać różki. Rozkochał w sobie Asię, Krzysia i Pawełka. Maj zaczął podróż do nowego domku wówczas jeszcze tymczasowego aż do Wiednia. Jednak do tego stopnia rozkochał nową rodzinę, że postanowili “zostaje nawet jak nie dogada się z Perełką”. Dziękuję ekipie Reptilio Katowice za opiekę przed i po zabiegu kastracji, Michałowi za transport do Skawy gdzie czekała nowa rodzina. Największe jednak podziękowania ślę do Asi, Krzysia i Pawełka za otwarcie serca i ofiarowanie dachu nad głową. Antymonku vel Ancymonie vel Karmelku bądź grzeczny i wiedz, że teraz już nic Ci nie grozi. / Kasia G.

Trufla

Trufla trafiła do nas dzięki dobrym ludziom, którzy uratowali ją przed trafieniem do lasu. Miała kilka domów tymczasowych aż trafiła do naszej kochanej Eli, która pokazała jej, że ludzie nie gryzą i można im ufać. Z końcem maja ta malutka trafiła do swojego raju na ziemi. Takiego powitania jeszcze nie widziałam :D Dziękuję lek. wet. Szymonowi z Przychodni Reptilio w Katowicach za opiekę weterynaryjną nad tą maleńką kulką. Eli za bycie cudownym domem tymczasowym, Oli i Jagodzie za pomoc w organizacji transportu. I w końcu dziękuję Panu Krzysztofowi, który po stracie swojej maleńkiej towarzyszki postanowił kolejnemu uszakowi zapewnić raj na który zasługuje. Trufelko bądź grzeczna :D / Kasia

Zenobia

Maleńka czarna kulka, która się nie sprzedała, a pracownicy nie chcieli by trafiła ponownie do hodowcy więc oddali ją pod naszą opiekę. Maleńka nawet nie zdążyła zagościć na naszej stronie gdyż znalazła się osoba, która chciała przygarnąć czarnego uszaka. Zaproponowałam Zenobię i padło magiczne “Tak, to ona”. Tak więc maleńka przeprowadziła się pod Kraków gdzie szaleje do woli. Dziękuje Magdzie za przygarnięcia malutkiej – niech każdy dzień będzie dla Was wyjątkowy…/ Kasia

Penelopa

Znaleziona przez dobre dusze gdy błąkała się po łąkach. Trafiła do Moniki, która postanowiła otoczyć ją tymczasową opieką. Penelopa trafiając do niej była dzieckiem hodowlańca co oznaczało, że może mieć ciężko ze znalezieniem domku. Okazało się jednak inaczej. Monika tak się zakochała w tych długich uszach, że powiedziała iż zostaje i nikomu jej nie odda. Tak więc maleńka miała bardzo dużo szczęścia. Monika dziękuję Ci za przygarnięcie i pomoc temu szkrabowi. Penelopko bądź dzielna i pokazuj, że duże jest piękne ;) / Kasia

Kicia

Na początku lipca do swojego domku pojechała Kicka. Króliczka miała bardzo dużo szczęścia od samego początku. Znaleziona przystanku autobusowym w Wasilkowie trafiła do mnie na dom tyczasowy. Została wysterylizowana i pokazała jak cudownym jest króliczkiem. Spokojna, łagodna i ciekawska. Trafiła do wspaniałego domu tymczasowego w Białymstoku, gdzie czekała na adopcję ponad pół roku. Pani Ewelinko, Damianie z całego serca dziękuje za opiekę nad Kicką jesteście super domem tymczasowym! Dzięki Państwu Kicka miała spokój i Pani Magda, która ja adoptowała ma fajnego zrównoważonego przyjaciela. Dziękuję Kamili za transport małej i Pani Magdzie, która adoptowała Kicię.
Kiciulko – łodzianko wszystkiego dobrego!/ Gosia

Rtęciak

Rtęciak to ogromny szczęściarz, któremu nie będzie dane zaznać że ludzie są źli. Urodził się w fundacji (to synek Platyny z grupy Swarzędziaków) i przy mamie spędził tyle ile było potrzeba czasu. Dorastał otoczony miłością i należytą opieką. Teraz postanowił spakować walizki i zamieszkać u Natalii. Dziękuję każdemu kto trzymał za niego kciuki. Całej ekipie z Reptilio za odchowanie i opiekę na najwyższym poziomie, Michałowi za dostarczenie malucha na transport do nowego domku, a Natali i jej rodzinie za otwarcie serca i podołanie opiece nad tym kruchym serduszkiem. Rtęciaku kochany bądź szczęśliwy. Dorastaj i psoć. Ja wiem, że jest Ci tam dobrze ;) / Kasia G.

Zumba

Oddana do ogrodu zoologicznego bo “się znudziła”. Dzięki szybkiej akcji ratunkowej Agnieszki i Asi mała mogła znaleźć się pod naszą opieką – dziękuję dziewczyny :* Mała podbijała serce każdego kto na nią spojrzał. Jak zaufała człowiekowi to potrafiła chodzić za nim krok w krok. Z początkiem lipca mała przeprowadziła się do Zuzy i jej męża, którzy postanowili sprawić Frankowi partnerkę, z którą będzie mógł psocić i szaleć. Dziękuję wszystkim, którzy pomagali w pokazaniu małej, że ludzie są super. Dziękuję ekipie Reptilio za przeprowadzenie kastracji i opiekę medyczną nad małą. Szczególnie jednak dziękuję Zuzie i jej rodzinie za otwarcie serca. Zumbisio bądź grzeczna, rozkochuj w sobie każdego kto Cię spotka. / Kasia G.

Azotka

Azotka, jako pierwsza została odebrana podczas interwencji w Swarzędzu. Mała wystraszona kulka w ciąży zagrażającej jej zdrowiu. Bardzo szybko podbiła nie jedno  serce. Los jednak chciał, że w maju udała się do Bydgoszczy by tam rozkochać w sobie urodziwego kawalera. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego by maleńkiej pomóc w nowym starcie. Największe podziękowanie kieruje jednak do Pauliny i jej męża za to, że znaleźli jeszcze miejsce w sercach by zaopiekować się maleńką i by mogła czuć się jak w raju – nie mogłam wyobrazić sobie dla niej lepszego domu. Azotko bądź szczęśliwa :* ) / Kasia G.

Poppyseed

Poppyseed trafiła pod opiekę Fundacji w połowie kwietnia. Została odebrana ze  schroniska we Wrocławiu. Historia królinki jak tam trafiła jest nieznana. Dzięki pomocy Dagmary i  Ady, u której została na DT Poppy rozpoczęła nowy etap w swoim króliczym życiu.  Poppy była płochliwym i nieufnym króliczkiem, który wymagał dużo czasu i cierpliwości. Za pomocą Ady Poppyseed zmieniła się i nie bała się już tak człowieka. Na DS zgłosiła się Pani Michalina spod Wrocławia, której Poppy bardzo przypadła do serduszka. Niestety podczas sterylizacji wykryto ropniaka i adopcja królinki wydłużyła się znacznie. Mimo to Pani Michalina nadal cierpliwie czekała na swojego uszaka. Dzisiaj już swój czas spędzają razem J
Chciałabym podziękować wszystkim osobom, które brały udział w wychowaniu i adopcji Poppyseed,  a szczególnie Adzie za poświęcony czas- wizyty u weterynarza  i opiekę jaką obdarzyła naszą królinkę. /Ania S.

Mamba i Kłaczek

Czarna Mamba została znaleziona w parku w Bydgoszczy. Kicała bez opieki i nikt jej nie szukał… Dobrzy ludzie przynieśli ją do Dino Vet, gdzie malutka od razu została wysterylizowana. Nawiasem mówiąc nasłuchałam się wtedy, że jest dzika i bardzo aktywna, co troszkę mnie zaniepokoiło.Gdzie ja jej dom znajdę?! Po przebytym zabiegu malutka trafiła do Warszawy, gdzie zatrzymała się u mnie na krótki przystanek przed Domkiem Stałym. Mamba zdobyła serce moje i domowników w jednej sekundzie! Czysta, grzeczna, pieszczochowa! Sama podchodziła do ręki i kładła się tuż obok człowieka. Uwielbiała głaski… W duchu cieszyłam się, że będzie mieć dom. Myślę, że w przeciwnym razie jej dom znalazłaby ekhem… u mnie :P . Następnego dnia Mambunia pojechała do Zielonej Góry. Daaaaleka to trasa, ale czym są kilometry, kiedy w grę wchodzi reszta życia we wspaniałym i kochającym domku?
Mambę oczekiwał Kłaczek – kawaler, który postanowił się ustatkować! Kłaczek mieszka wolnowybiergowo zatem do rozbrykanej i pełnej energii Mambuni pasował jak ulał. Pasowała tez adoptująca rodzina. Ja nie wiem dlaczego i jak przyciągam takie fajne osoby. Nie rozumiem tego i nie umiem tego wytłumaczyć. Faktycznie moje domki zawsze pozostają gdzieś ze mną w kontakcie, bo to zakręceni i pozytywni ludzie, których po prostu chcemy mieć obok. Kłaczku, dziękuję za to, że postanowiłeś pojąć za żonę właśnie Mambę. Wiem, jak to jest. Teraz będziesz musiał dzielić się głaszczącymi rękami. Miska też na pół. Słabo trochę. Powiedz jej, że ci się to nie podoba! Powiedz! Fajnie jest mieć to komu powiedzieć, prawda? ;) Olu, jest mi niezmiernie miło, że to mojego tymczasa wybrałaś na żonę dla Kłaczka. Adopcja z Waszym udziałem była naprawdę bezproblemowa i niezwykle miła! Cieszę się, ze Mambusia trafiła właśnie do Was. Dla niej to wspaniała przyszłość.
Na koniec dziękuję ekipie Dino Vet za wzorową opiekę weterynaryjną, Karinie i Marcie za pomoc transportową i za to, że polecacie się na przyszłość :P Nie omieszkam skorzystać!/ /Ewa K.

Lenny

Lenny był strachliwym, przerażonym życiem uszakiem, który przyjechał do Poznania z oddalonego o 100 km Konina. Wcześniej spędził miesiąc u rodziny, gdzie miała się nim opiekować dziewczynka, ale straciła zainteresowanie i ostatecznie jej ojciec postanowił znaleźć mu nowy dom i zwrócił się do fundacji. Od tej pory Lenny pokonał w sumie kilkaset kilometrów – najpierw z Konina do Poznania, potem z Poznania do Warszawy, skąd wrócił jakiś czas później. Nadal się obawiał świata, mimo że zwiedził całkiem spory jego kawałek. Wtedy jednak napisała do nas Karolina, która zauroczyła się maluchem i postanowiła dać mu dom. I to było właśnie przeznaczenie Lenny’ego! Zaprzyjaźnił się z mieszkającą tam Bazią, został mianowany Chruścikiem i oficjalnie stał się najszczęśliwszym z królików. Trzymamy kciuki za Ciebie, maluchu! Jesteś naprawdę dzielny :) Dziękujemy Magdzie, która dała mu dom tymczasowy w Poznaniu, Ewie, która znalazła mu DT w Warszawie i Anicie, która go tam ugościła :) / Marta i Adrian

Pocahontas

Pocahontas została odebrana ze sklepu zoologicznego razem z Arielką przez Asię, u której obie dziewczynki zamieszkały na DT. Podczas kastracji okazało się, że królinka ma patologiczne zmiany macicy i bez zabiegu mogłaby długo nie pożyć. Na szczęście wyszło to wcześnie i Pocahontas mogła cieszyć się życiem. Potem zaczęła zachowywać się dziwnie i bardzo agresywnie, jakby nigdy nie była kastrowana. Zaczęliśmy szukać przyczyn zachowania Pocahontas. Wtedy jednak zafascynował się księżniczką pan Maciej i jego partnerka Agnieszka – postanowili przygarnąć Pocahontas bez względu na wszystko. Kiedy już do nich pojechała, zachwycili się nią i dosłownie zakochali od pierwszego wejrzenia. Warszawscy weterynarze podjęli się także postawienia diagnozy i okazało się, że mała miała źle zrobioną sterylizację – lekarz pozostawił jej lewy jajnik i kawałek jajowodu z ropomaciczem, które były przyczyną wszystkich kłopotów. Teraz Pocahontas jest szczęśliwa, kochana i oddana całkowicie pasji jedzenia oraz odkrywania nowych miejsc. Dziękujemy Asi za wspaniały dom tymczasowy, panu Maciejowi i jego partnerce za organizację transportu i ofiarowanie księżniczce nowego domu :) Baw się dobrze Pocahontas! / Marta i Magda

Xena

Xena dała ekipie Dino popalić! Gryzła, straszyła i pokazywała, że jest dzikim zwierzątkiem! Prawdziwa Wojownicza księżniczka… Trochę martwił mnie ten adopciak! Potrzebowałam pewnych rąk, wsparcia i odpowiedzialnego DT. Tak, tak, Xenę podrzuciliśmy do pani Kariny! Czy jestem zaskoczona, że Xena spokorniała? Zupełnie nie, przecież mam najlepsze DT na świecie! Xena wpadła w oko Orzeszkowi, który od pewnego czasu planował znalezienie żony. Z początku malutka lubiła swojego koleżkę tylko na balkonie. Wiadomo, ptaków śpiew, te sprawy… W domu miłości nie było. Dzienne światło widać dodawało kawalerowi zalet

Staś i Nel

Jako maleństwa trafiły do pani Julii, bo ktoś chciał się ich pozbyć.. Jednak ze względu na pogarszający się stan zdrowia jednego z domowników, pani Julia była zmuszona poszukać im nowego opiekuna- dziękujemy, że przekazała je Pani właśnie nam :) Urocze rodzeństwo trafiło pod naszą opiekę w kwietniu. Maluchy zostały wykastrowane i czekały na kogoś, kto je pokocha i da im dom :) Rozkochały w sobie Olę i Wojtka- bardzo Wam dziękuję za stworzenie im super domu! / Magda N.

Fiona

Kiedy już prawie traciliśmy nadzieję na kochający dom dla Fiony, na horyzoncie pokazała się Pani Ania. Już dawno adopcja nie przebiegła tak sprawnie, w ciągu kilku dni nasza ślicznotka kicała z nowymi przyjaciółmi.

Tak o swojej podopiecznej pisze Pani Ania. “Dobrze nam razem, Fionka to bardzo spokojny, wyluzowany królik. Towarzystwo świetnie się dobrało, tworzy czasem śmieszny gang: psy, koty i królik. Ostatnio sąsiedzi się nawet pytali, co jest grane… No co, królik rządzi!” Fionko masz dom pełen miłości i radości, kicaj szczęśliwie i bądź grzeczna. Pani Ani dziękujemy za przyjęcie królinki do swojej rodziny. Nie zapominamy również podziękować Dorocie za nieocenione DT.

Ziza

Czasami tak się dzieje, że króliczek którym długo nikt się nie interesował błyskawicznie znajduje wspaniały dom. Zizunia od grudnia zeszłego roku przebywała w domu tymczasowym, gdzie była rozpieszczana. Na początku września zgłosiła się w sprawie jej adopcji Pani Ewa, która adoptowała już z naszej fundacji Lita. Procedura przebiegła ekspresowo i 18 września mąż Pani Ewy przyjechał po królewnę do Krakowa. Po 3 dniach dostałam zdjęcia zakochanych króliczków ;) . Serdecznie dziękuję Ani za wspaniały dom tymczasowy, drugiej Ani za wirtualną opiekę a Pani Ewie i jej mężowi za przygarniecie naszej uszatej królewny. / Iza

Leosia

Leosia czekała ponad rok na kogoś kto ją pokocha…i tak się stało. Leosia trafiła do wspaniałego domu Doroty i jej rodziny. Leosia szybko się zaaklimatyzowała w nowym domu a najbardziej lgnie do córki Doroty – Karolinki. Rodzina długo przygotowywała się na przyjście nowego domownika, który odpłaca się im nadstawianiem pyszczka do głaskania. Dziękuję dwóm Kasiom – naszym domom tymczasowym oraz Dorocie za przygarniecie Leosi pod swój dom. Dziękuje ! / Iza

Churchill

Początek września – znajoma z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami dzwoni i pyta czy weźmiemy błąkającego się królika. Szybki telefon do Magdy z zaprzyjaźnionej Przychodni Weterynaryjnej NASZA i króliczek bezpiecznie trafia pod skrzydła Magdy. Króliczek dostaje nowe imię Churchill, przechodzi kastrację i na początku października trafia do nowego domu. Pani Magdzie i jej rodzinie serdecznie dziękuję za adopcję uszatego, Magdzie Chmielarz za opiekę i kastrację. Churchillowi życzymy dużo miłości w nowym domu! / Iza

Apollo i Florek z Bydgoszczy
Florek trafił do gabinetu weterynaryjnego razem z innym królikiem (Apollo) i świnką morską. Został oddany do adopcji do domu stałego w Solcu Kujawskim, gdzie mieszka razem z samiczką po zabiegu sterylizacji. Dziękujemy gabinetowi Dino Vet za ekspresową adopcję! Historia Apolla, to także opowieść z happy endem. Kiedy zobaczyłam zdjęcia Apolla bardzo się zmartwiłam! To był typowy przystojniak, malutki, zdrowy i wyjątkowo śliczny. Wiedziałam, że moja skrzynkę mailową zaleją zgłoszenia, a mi przyjdzie wybrać najlepszy domek. Co do jednego nie pomyliłam się, zgłoszeń była cała masa, ale… kiedy ktoś proponuje praktycznie wolnowybiegowe życie, króliczą żonę i sam wsiada w samochód po mieszkającego 300 km królika, to czy można mieć jakieś wątpliwości?! Taka właśnie była pani Agnieszka, której dziękuję za przygarnięcie malucha! Kiedy patrze na zdjęcia z Ds, wiem, ze dobrze wybrałam i Apollo odmienił swoje życie. Powodzenia maluchu :-) / Ewa K.

Wiewiórka z Bydgoszczy
Wiewiórka to chyba najszybsza adopcja na świecie :-) Pobyt małej w Fundacji ograniczył się do zabiegu sterylizacji i… i była w nowy domu i miała nowe imię :-) Obecnie jest Zosią :-) Zochą, mówiąc dokładnie! Psoci? Nieeee, jest grzeczna, to nie jej wina, ze zachowuje się głośno w nocy! Zocha, bardzo proszę o bycie idealnym króliczkiem :-) Bardzo dziękuję gabinetowi Dino Vet za logistyczne wsparcie przy przeprowadzeniu adopcji! / Ewa K.

Balbinka ze Smolca
Balbinka została przekazana naszej organizacji przed wakacjami i bardzo szybko zaskarbiła sobie zainteresowanie pani Marty z Warszawy, która zdecydowała się adoptować czarną baraninkę dając tym samym szczęście i pociechę nie tylko sobie lecz również dla swojego królika Gizma. Balbinka została oddana z powodu alergii. Jest to dosyć częsty powód (prawdziwy bądź nie) oddawania zwierząt, lecz tym razem pani oddająca Balbinę płakała, a i mnie zakręciła się w oku łezka widząc przywiązanie i troskę poprzedniej opiekunki. Do czasu adopcji poprzednia opiekunka regularnie pytała się o Balbinę.Po sterylizacji Balbina wyruszyła w podróż do Warszawy. W nowym domu nie od razu pojawiła się miłość, bo jak wiemy zaprzyjaźnianie królików jest sztuką trudną i wymagającą sporej dozy cierpliwości oraz wiedzy. Jednakże pani Marta bardzo szybko i sprawnie poradziła sobie ze “swataniem” maluchów i teraz są nierozłączni. Taki widok cieszy oko. Balbina trafiła na kochający dom i miłość :) Pani Marto bardzo dziękuję za przygarnięcie Balbinki i życzę wielu wspaniałych chwil i pociechy z naszej czarnej baraninki:) /Sylwia

Łosia z Bydgoszczy
Historia Łosi była długa i nie zawsze szczęśliwa. Malutka trafiła do nas dzięki pani Kasi, która zainteresowała się losem niechcianej królinki i odebrała ją od poprzednich właścicieli. Pani Kasiu, uratowała Pani jej wtedy życie, wie Pani o tym? :) Łośka mieszkała sobie spokojnie u Pani Kasi, przeszła pomyślnie zabieg sterylizacji i powili szykowała się do szukania nowego domku. Nagle sprawy obróciły się przeciwko nam – u Łosi pojawił się gigantyczny ropień tuż przy oku. Musieliśmy podjąć błyskawiczną decyzję o operacji, która pozbawiła Łosię oczka. Z tego miejsca chciałabym podziękować klinice weterynaryjną Dino Vet za niesamowicie profesjonalną pomoc weterynaryjną! Kochani, jesteście wielcy!!! Ogromną, jeśli nie kluczową rolę odegrały też wpłaty od darczyńców, którzy pomogli nam sfinansować ten kosztowny zabieg. Dziękujemy: p. Agnieszce, p. Katarzynie, p. Joannie i p. Maciejowi. Wasze wsparcie pozwoliło nam działać – BRAWO! Łosia wydobrzała… Miejsce po oczku się zagoiło i trzeba jej było znaleźć domek. Niestety zbliżała się majówka, zatem każdy miał jakieś plany wyjazdowe i nie mógł mi akurat pomóc. Miałam na głowie jeszcze Rusałkę i… za trzy dni wyjazd na krótkie wakacje. No i co tu zrobić? Naprawdę nie umiem powiedzieć, jak to się stało. Jaki cud zesłał mi takie dobre osoby, ale w ciągu jednej godziny odezwały się do mnie moje kochane dwa domki stałe (z poprzednich adopcji) deklarujące chęć DT z opcją DS. Pamiętam, że z jednym z DSu rozmawiałam wracając do domu z pracy. Weszłam do domu i oświadczyłam mojemu mężowi, że nie umiem ogarnąć, jakim cudem przyciągam takie dobre serduszka do siebie?!!! Oczywiście to jeszcze nie koniec dobrych duszyczek – ktoś musiał Łosiaka dostarczyć do Warszawy. Tu bohaterem okazał się niezawodny Bartek, który bezpiecznie teleportował mi królinkę. Odbierałam ją sama. To był dzień mojego powrotu z wakacji i byłam skonana, bo wracałam całą noc. No ale… skoro już nie spałam, to po co było się kłaść? Lepiej po królika pojechać :P A teraz happy end!!! Łosia dołączyła do DS w którym mieszka już znamy Wam Nemo i Klusia (to parka) a także Szymek (on nie pochodzi od nas z adopcji). Szymek zazdrościł Nemiakowi i Klusi miłości i zapragnął mieć żonę. Niestety chciał, ale nie był gotowy na stały związek i gryzł Łosię niemiłosiernie. Po trzech miesiącach nieudanych prób zaprosiłam parę do siebie. Wytłumaczyłam im, że młodsi już nie będą i że nie, nie będą mieszkać osobno, bo klatka jest na inne króliki potrzebna! Zrozumieli i jeszcze tej samej nocy zamieszkali razem. Łosia nie chciała być łatwa, ale widząc starania Szymka, uległa… Magdo, Dawidzie i dzieciaki – dziękuję za adopcję kolejnego uszatego serduszka. Życzę Wam wszystkiego dobrego i pociechy z tych małych, radosnych łobuziaków. Łosiu, a obecnie TRUSKAWECZKO, pewnego dnia los się do Ciebie uśmiechnął i zesłał Ci cale stado pozytywnie zakręconych ludzi. Już nigdy nie będziesz mieszkać w przymałej klatce w garażu. Rozpoczął się dla Ciebie nowy etap, no i zmień status związku na fb z “to skomplikowane” na “zamężna” ;) )) / Ewa K.


Tobiś z Lipska

W lipcu do swojego, własnego, jedynego wyczekiwanego domku pojechał Tobek vel Uchy. To już najwyższy czas żeby taki fajny i miły kawaler zamieszkał u siebie. Po długiej podróży z przesiadkami udało mu się dojechać do Mysłowic. Niestety nie chce jeszcze zaprzyjaźnić się z króliczkami nowej właścicielki ale kot i pies bardzo przypadli mu do gustu. Mama Pani Agnieszki również pokochała nowego domownika dzięki temu Tobek ma 2 pietra do biegania Nauczył się też korzystania z poidełka czego w DT nawet nie chciał potrenować ;) Dziękuję osobom, które przewoziły małego zbója, Pani Agnieszce za otwarcie serducha na kolejnego uszatego przyjaciela. / Gosia

Rusałka z Bydgoszczy
Wiecie, jak to jest. Planujecie urlop i nagle wszystkie tematy spadają nam na głowę. Rusałka stała się moją podopieczną właśnie w takim momencie. Nie miałam dt, za to wiedziałam, że królinka nie może już nadużywać gościnności naszego niezastąpionego Dino Vet (Dziękuję kochani!!!) Była zdrowa. Wysterylizowana. Gotowa do adopcji. Domku nie było… Tuż przed wyjazdem przypomniałam sobie o pani, która adoptowała Mietka (dawniej Rumcajsa). Pani wspominała, że gotowa była adoptować samiczkę, a ja naprawdę marzyłam tylko o spokojnym urlopie. Zadzwoniłam i wręcz błagalnym głosem smęciłam, że potrzebuję pomocy. Długo prosić nie musiałam, właściwie wcale :-p Ola zgodziła się pomóc i przygarnąć Rusałkę na dt z opcja ds, o ile króliczki się dogadają. Co było dalej? <3 Cudowny happy end, zakichańce, pełen pozytyw! Olu, bardzo dziękuję za pomoc i za to że w Twoim domu i sercu znalazłaś miejsce dla Rusałki, a obecnie Bezuni. Jestem bardzo dumna, że poradziłaś sobie z łączeniem i oswajaniem małej. Życzę Wam wszystkiego dobrego i stałych promocji na pietruszkę ;-) / Ewa K

Siarka z Katowic
Siarka, jedna z samiczek odebranych podczas interwencji w Swarzędzu już od pewnego czasu kica w swoim domu. Po tym jak urodziła i odchowała maluchy została wykastrowana i od razu podbiła serca Magdy i jej rodziny. Dziękuję wszystkim, którzy pomagali finansowo w opiece nad Siarką i maluchami. Michałowi za bycie taksówką na trasie Swarzędz -> Katowice, ekipie Reptilio za opiekę nad młodą mamą i pomoc medyczną, którą otrzymała. Największe podziękowania jednak kieruję do Magdy i jej rodziny – dziękuję za otwarcie serca i przejechanie szmatu drogi po maleńką :* Wiem, że z Wami jest szczęśliwa. Kicaj wesoło maleńka :)

Beryl z Katowic
Beryl to samczyk, który razem z innymi uszakami przykicał do Katowic ze Swarzędza. Początkowo bardzo mocno wystraszony, siedział w klatce w jednym miejscu, a jadł tylko gdy nikt nie patrzył (tak samo zresztą było z bobkami i z moczem). Po tym jak został wykastrowany i wyleczony pokicał do domu tymczasowego gdzie Marta zdziałała cuda – Berylek zaczął ufać człowiekowi i zaznawać życia. Krótko po tym pojawił się mail od Magdy, że chce go przygarnąć. Rozmowa przedadopcyjna przeszła bardzo szybko, decyzja i następnie podróż malucha do nowego domku. Obecnie Berylek (a właściwie to Oreo) kica razem z króliczą partnerką :> Dziękuję każdemu kto finansowo wspierał utrzymanie i leczenie tego kawalera, ekipie Reptilio za opiekę, Marcie za bycie cudownym DT, Michałowi za transport chłopaka. Największe podziękowania kieruję jednak do Magdy i jej drugiej połówki za to, że otwarli serce i postanowili przygarnąć do siebie to uszate serduszko. Baw się dobrze kochanie i pamiętaj do czego jest kuwetka :*

Kadme i Selenka z Katowic
Kadme i Selenka urodziły się w Fundacji kilka dni po tym jak ich mamy (Platyna i Siarka) zjawiły się w Katowicach po interwencji w Swarzędzu. Uwielbiałam patrzeć jak dorastają, jak poznają świat i wymyślają co zbroić. Wiedziałam, że ciężko będzie się rozstać z tymi uszami. Pewnego dnia pojawiła się Pani Mariola, która zapragnęła przygarnąć Selenkę. Nasze spotkanie wspominam bardzo miło (przegadałyśmy ponad dwie godziny – nawet nie wiem kiedy :) ). Następnie decyzja, a Pani Mariola stwierdziła – biorę obie bo uszy występują parami ;) . Tak więc dziewczynki powędrowały razem do domku. Dziękuje ekipie Reptilio za opiekę i odchowanie maleńkich. A Pani Marioli i jej rodzinie dziękuję za to, że stworzyli maleńki raj na ziemi – lepiej dla nich nie mogłam wybrać :) . Dziewczynki bądźcie grzeczne i niebawem obiecuje Was wymiziać :*

Maja Mi z Warszawy
15.07.2015, ok godz 18 Jadę na cito do Przychodni PulsVet. Razem ze mną jedzie małe, wychudzone i obolałe dziecko. Ropny zapach unosi się w powietrzu. Z transportera patrzą na mnie przerażone oczy 6-cio miesięcznej uszatej dziewczynki – dziewczynki, która została zmuszona do bycia matką. Maja Mi bardzo się boi. Na tyle, że w trakcie znieczulenia do, pierwszej, ale nie ostatniej, korekcji zębów – krzyczy. Ten krzyk, jej historia i widok zaniedbanej młodej matki łamie mi serce. I tworzy w mojej głowie, gdzieś z tyłu, ledwie słyszalna myśl “nie mogę jej stracić”.13.10.2016 ok godz 6 Maja Mi radośnie wskakuje na łóżko i po kilku szaleńczych podskokach zaczyna kopać w mojej poduszce – domaga się suszonych ziółek. Przy regularnych korekcjach zębów doskonale radzi sobie z siankiem, ziołami, warzywami. Nie pamięta już zapachu ropy i tego strachu, który doprowadził ją do krzyku. Doskonale za to zna zapach domu – kocyków, kartonowych domków, wiklinowego tunelu. Jeśli czegoś naprawdę się boi, to głównie tego, że któraś z koleżanek zajmie jej ulubione miejsce na popołudniowa drzemkę. Jest w domu. Ze swoimi opiekunami, ze swoimi koleżankami i z ukochanym Andrzejem Złysynem. Oficjalnie, w swoim własnym domu.Przepraszam Maju Mi, że tak późno stał się oficjalnym domem ;) Maja Mi została odebrana w trakcie interwencji 12.07.2015 roku razem z szóstką dzieci. Wszystkie dzieci znalazły swoje domki.Szczególnie chciałabym podziękować OTOZ Animals Warszawa, a zwłaszcza Pawłowi i Krystynie, którzy pomogli nam sprawnie przeprowadzić interwencje;Dorocie D Z Fundacji Przygarnij Królika, za nieocenioną pomoc podczas interwencji, po interwencji, kiedy Maja Mi potrzebowała rehabilitacji oraz za opiekę podczas wakacji (mam nadzieję, że nie ostatni raz ;) );Beacie Ch Z Fundacji Przygarnij Królika za prowadzenie adopcji Mai Mi oraz za znalezienie świetnych domów dla jej pociech;Lekarzom z Przychodni Pulsvet, a zwłaszcza dr Asi Strąk, za bycie zawsze w pogotowiu, za błyskawiczne reakcje i za podejście do zwierzaków oraz ich panikujących opiekunów.Lekarzom z Przychodni Medicavet, a w szczególności dr Kasi Kacprzak – Kamińskiej za dbanie o Majuszkowe ząbki;Kochani, wielkie serducha i wielkie ukłony w Waszą stronę! / Kamila

Hanka z Pruszkowa
Tak pisze o królince Pani Magda, której dziękujemy za przygarniecie małej. Haneczka została Milką żeby przypodobać się mężowi – Oreo (dawniej Beryl) ;) Lubi go obskakiwać i biedak ucieka przed nią, ale poza tym miłość kwitnie, jak widać na zdjęciach. Za miesiąc jest zaplanowana sterylizacja. Nasze życie zmieniło się tak że robimy cały dzień skłony żeby podnosić bobki Milki haha. Nauczyliśmy się też biegiem czmychać do łazienki żeby zdążyć zamknąć się tam bez niej – wystarczy się ruszyć żeby mieć ją przy nogach ;) Jest strasznie ciekawska, zwiedza każdy kąt i uwielbia głaskanie. Ale najbardziej chyba lubi przytulanie z mężem ;) / Beata

Chruścik z Poznania
Chruścik to jeden z przedszkolaków odebranych podczas interwencji w Swarzędzu. Brat Malinki i Gapcia, z którym początkowo mieszkał w domu tymczasowym. Chruścik podobnie jak jego brat początkowo był bardzo wystraszony, jadł i pił, kiedy nikt nie patrzył, widać w nim jednak było, że rozpiera go energia, kwestią czasu było to, kiedy się rozkręci i rozbryka w obecności człowieka ;) Nie trzeba było długo na to czekać, Chruścik po kilku dniach chętnie eksplorował swój pierwszy dom tymczasowy rozpoczynając nowe, lepsze życie;) W połowie maja Chruścik zmienił DT, w oczekiwaniu na nowy dom zamieszkał tymczasowo u Lilki, na przełomie czerwca i lipca, dom, który miał być tymczasowy stał się domem na zawsze <3 Dziękuję Lilce za przygarnięcie łobuza :) Chruścik zmienił imię na Lucek. Chruściku, mam nadzieję, że nie pamiętasz już warunków w jakich się urodziłeś, bądź grzeczny, jeszcze wiele wspaniałych lat przed Wami <3 / Magda S.

Pazurzasta z Sosnowca
Pazurzasta trafiła do nas oddana przez jej dotychczasowych opiekunów jeszcze jako królicze dziecko. Rozkochiwała w sobie każdego kogo spotkała. Ostatecznie skradła jednak serce Agnieszki i pojechała do Wałbrzycha gdzie spotkała swojego księcia Topka. Dziękuję Martynie za bycie domem tymczasowym, ekipie Reptilio za opiekę weterynaryjną. Najbardziej jednak dziękuję Agnieszce za otwarcie serducha i przygarnięcie małej do siebie. Pazurzasta (obecnie Molly) bądź szczęśliwa, a Topek niech zawsze będzie Twoim księciem, o którego dbasz jak na królewską partnerkę przystało. / Kasia

Ola

Grudzień to szczęśliwy miesiąc dla naszej podopiecznej Oli. Uratowana przez naszą wolontariuszkę Karolinę, trafiła w Łodzi pod opiekę Piotra, przewieziona przez Adama z Łodzi do Krakowa, wysterylizowana w Krakowie przez Karolinę, otoczona tymczasową opieka przez Izę, zawieziona z Krakowa do Warszawy przez Mariusza ….trafiła w końcu do Pawła i ma swój kącik na ziemi. Mimo kontaktu z tyloma osobami …..najbardziej zakochana jest w swoim narzeczonym Simonie :) . Lista osób o dobrych sercach jest długa…ale jak widać każdy gest i każda pomoc się liczy! Dziękuję wszystkim o wielkich sercach ! /Iza

Krzysia z Poznania

Krzysia trafiła do nad wprost ze schroniska. Duża, miziasta barania piękność. Swą urodą rozkochala w sobie Hanie i nawet mocno sceptycznego na początku męża Hani, Piotra. Dziś jest bezklatkową królową domu, spiacą w cudownych pozach ” na zdechlaczka “. Hania i Piotr dziękujemy za otwarcie serca na Krzysie i odmienienie kroliczego życia, witamy wśród królikomaniaków. Krzysia bądź grzeczną ( troszkę) królinką. / Agnieszka

Liluś z Warszawy

pierwsze spotkanie skończyło się podgryzaniem, ale nowi opiekunowie nie poddają się,
będą powoli i ostrożnie nadal zaprzyjaźniać uszaki. Tak o Lilusiu pisze Pani Gabriela, której z całego serca dziękujemy za przygarnięcie malucha. “Jest coraz śmielszy i odważniejszy. Na razie powierzchnia dywanika go ogranicza, boi się chodzić po parkiecie. Ale podskakuje i z ciekawością podchodzi do wszystkich domowników. Z Kruszyna miał jedno spotkanie i pobili się (Krucha weszła do jego klatki), więc jak na razie pilnujemy żeby spotkania były przez kraty.” Lilusiu szczęściarzu, bądź grzeczny i nie podgryzaj wszystkich w około, masz wspaniałą rodzinę która dołoży wszelkich starań, abyś w końcu poczuł się bezpiecznie. / Beata

Lucjan z Warszawy

Lucek szary “hodowlaniec” skradł serce swojej opiekunce Kamili. Mimo imienia świetnie oddającego szatański charakterek królcia, dołączył do stada królików i zamieszkał razem ze swoja siostrą Zuzią. Lucjanie w końcu twoje szalone ucieczki z kojca kończą się tylko pobłażliwym uśmiechem, ale pogryzienie filtra rybkom, to już przesada … Lucek trzymaj się dzielnie w króliczym domu ;) Kamila dziękuję za przygarnięcie Lucka i nie pozwolenie na rozdzielenie go z siostrą ;) Wszystkim, którzy pomogli w tymczasowaniu i transporcie Lucjana z serca dziekuję. Dziekuję również WO hodowlańca, które dzielnie wspierało żywienie i zabieg króliczka. / Gosia

Joker z Katowic
Każdy z Was pamięta jeszcze pewnie historię Jokera, którego uratował wet. Kuba przed uspaniem ponieważ jego dotychczasowi opiekunowie nie chcieli go leczyć. Jokera udało postawić się na nogi chociaż walka nie była łatwa. Szybko skradł nie jedno serce bo każdego lizał, uwielbiał siedzieć na rękach i pomagać w pracy, a do tego dzielnie znosił wszystkie zabiegi (leki, ropnie na grzbiecie, kastracja). Zawładnął jednak sercem Agnieszki, która postanowiła przygarnąć go do siebie. Dziękuję każdemu kto wpłacił chociaż grosik na leczenie Jokera bo dzięki temu mogliśmy opłacić leczenie i kastrację, ekipie Przychodni Reptilio, która otoczyła tego malucha najlepszą opieką pod słońcem. Największe podziękowania kieruje jednak do Agnieszki, która otworzyła swoje serce – wiem, że maluch ma najlepszy domek na świecie jaki mogłam sobie wymarzyć. Jokerku dbaj o Punta swojego kompana i o psiaki ;) Bawcie się dobrze ;) / Kasia

Blue z Krakowa

Blue została oddana do KTOZ z powodu narodzin dziecka.Przez miesiąc nikt się nią nie zainteresował, dlatego znajoma przekazała ją pod skrzydła Fundacji Przygarnij Królika. Królinka trafiła do Magdy Chmielarz z lecznicy weterynaryjnej Nasza, gdzie zamieszkała tymczasowo i miała przeprowadzany zabieg sterylizacji. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie, bo Kasia – znajoma naszej wolontariuszki Magdy (znanej wszystkim jako mama Cynia) poszukiwała samiczki dla samczyka Nikusia, który został sam po śmierci swojej towarzyszki Nutki. W czwartek Blue wyruszyła w drogę do Poznania i z tego co mi wiadomo już szaleje w nowym domku ;) . Dziękuję Kasi za wspaniały dom dla Blue, Magdzie Chmielarz za to że mogę na Nią zawsze liczyć, Oliwerowi za transport do Poznania a Mamie Cynia za cynk :) / Iza

Śnieżka i Lunek

To mała biała króliczka, która czekała na swój domek ponad rok czasu. Nie było łatwo, pogryziona przez psa, bez jednego oka przez dłuższy czas nie potrafiła zaufać ludziom. Ale dziś  w nowym domu czuje się bardzo dobrze.Zaczęła ufać nowym opiekunom i nie warczy już za każdym razem.Widać, że jest szczęśliwa i co raz częściej przyłapujemy ją na czułościach z Lunkiem. / Dorota
Aria i Baksik

Aria jako pierwsza z rodzeństwa pokicała w świat i to dosłownie, przebyła długą drogę z Warszawy do Poznania gdzie czekał na nią Baks.Tak o królince pisze jej nowa opiekunka.

“Lola (Aria) już się z nami zaaklimatyzowała. Nie musiałam zaprzyjaźniać króliczków, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Bardzo się kochają. Mała kica po całym mieszkaniu, wczoraj kicnęła za szafę i musiałam ja wyciągać. Królinka ma wieczne ADHD. Zaszczyca nas piruetami i co najważniejsze chyba bardzo kocha. Tak jak w domu kica i broi, to poza domem umie się zachować. Dzisiaj byłam z nią na obcięciu pazurków i nie poznałam jej. Była tak grzeczna. Normalnie aniołek. Nigdzie się nie rusza bez Baksa. Jak brałam ich do obcięcia pazurków, to Lola patrzyła, czy idzie Baks, A Baks czy idzie Lola. Aria to czyścioszka ładnie robi do kuwety ( ma nad nią paśnik i może to ją nauczyło). Jest bardzo utalentowana, sama potrafi otworzyć kojec. Dziś również pierwszy raz pozwoliła mi wziąć się na ręce i przytulić. To było piękne uczucie. Bardzo ją kocham i nie żałuje wyboru. Jakbym miała wybierać jeszcze raz królika do adopcji, to wybrałabym tak samo. Już bez zastanawiania.”

Ja ze swojej strony dziękuję wszystkim którzy uczestniczyli w procesie adopcyjnym. / Beata

Możliwość komentowania jest wyłączona.